Moja historia



Co i jak? Kim jestem?
Może zacznę od początku. Jestem dwudziestokilkuletnią kobietą. Od dziecka miałam lekką otyłość, mój wskaźnik BMI wskazywał ponad normę. Byłam dość aktywną dziewczynką, codziennie wychodziłam na podwórko i bawiłam się z innymi dziećmi. Jednak… Coś było nie tak. Dopiero niedawno zdałam sobie sprawę, o co chodzi. Kiedy się nie ruszam, tyję. Z tygodnia na tydzień, bez objadania się, przy normalnym jedzeniu, nieraz bez słodyczy. Okazało się, że mam – prawie – niedoczynność tarczycy. Dlaczego to „prawie”? Otóż, gdyby tylko odrobinkę zaniżyć swoje wyniki badań, wyszłoby idealnie w każdym… czynniku, parametrze(?). Oprócz tego odkąd pamiętam miałam problemy z wydolnością. Męczyłam się szybciej niż inne dzieci, choć biegałam z nimi równie dużo. Nie było lepiej w późniejszym życiu. Ale wtedy myślałam – mam już taką budowę ciała, pewnie w dużej mierze geny, nic nie mogę z tym zrobić. I co? Przebudziłam się.

Jak zaczęłam?
Opornie. Od jakiegoś czasu brałam zwolnienie z zajęć w-f. Z dwóch powodów – po pierwsze, nie lubiłam robić tego, co mi kazano na tych zajęciach, a po drugie, notorycznie wybijałam palce dłoni (prawie zawsze graliśmy w siatkówkę). Samo wybicie, „zagojenie się”, trwało około dwóch tygodni, tylko później przeważnie czekała mnie również dwutygodniowa rehabilitacja, dodatkowe koszty dojazdu i samych zabiegów (na Fundusz czekałabym gdzieś od dwóch do pięciu miesięcy).
Bieganie było najgorszym, co mnie wtedy spotkało – mój puls w bardzo szybkim tempie przyspieszał, robiło mi się słabo i myślałam, że zaraz zemdleję. Jeździłam trochę na rowerze, jednak wydało mi się to za monotonne i przede wszystkim nie miałam ochoty „pakować” w nogi. Dopiero jakiś czas temu, może z rok wcześniej, natrafiłam na profil sławnej już dzisiaj Ewy Chodakowskiej. Kobiety, która może niekoniecznie od razu zachęciła mnie do ćwiczeń, ale zainspirowała swoją motywacją. I od niej się zaczęło, moda na bycie fit. Najpierw kolekcjonowałam jej płyty (obecnie mam już wszystkie), następnie książki, a teraz przeglądam jej profil na facebooku. Pomyślicie sobie, że znalazłam Idolkę. Hm, coś w tym jest, jednak również ogromnie lubię Mel B, która emanuje tak pozytywną energią podczas ćwiczeń, że nie sposób się oprzeć! Ćwiczyłam także boczki z Tiffanny, ale… Ciężko mi za nią nadążyć i powiem Wam, że daje niezły wycisk!

Jak długo ćwiczę?
Cóż, w zasadzie od lipca. Może zaczęłam nie w tym momencie (bo zwykle sylwetkę kształtuje się NA lato a nie PODCZAS wakacji). Obecnie staram się ćwiczyć codziennie. Jak wiadomo, różnie z tym bywa. Jednak nie schodzę poniżej dwudziestu pięciu dni w miesiącu. Co do samego czasu podczas treningu – 30-45min.
Plan treningowy na dzień dzisiejszy:
Pon.-Sob. - aerobik
Niedziela - odpoczynek

Efekty…?
Są, są, są!!! Na całe szczęście, bo bez nich bym chyba całkiem zrezygnowała. Ogólne statystyki czy zdjęcia znajdziecie w zakładce u góry strony.

Dieta?
I tutaj pojawia się DUŻY problem. Otóż nie trzymam jej w ogóle. Zapewne stąd moje wysiłki są tak powolne. Jeżeli chodzi o próby jej utrzymania, były nie raz. Zawsze miałam na horyzoncie dwóch wrogów – słodycze oraz brak czasu na przygotowanie zdrowego posiłku. I pewnego dnia zauważyłam niepokojący syndrom – po zjedzeniu normalnego śniadania (na przykład dwóch kanapek z szynką plus jakaś herbata (zwykle zielona) lub woda z cytryną), po paru minutach robię się głodna, jak gdybym nie jadła przynajmniej pół dnia. Dało mi to dużo do myślenia, więc postanowiłam zrobić badania morfologiczne na cukier. Na szczęście wyszły prawidłowo, więc problem tkwił w złym odżywianiu.
Co później zrobiłam? Udałam się do księgarni! Poszukałam czegoś w dziale żywienia, a konkretniej nie zależało mi na diecie, tylko prawidłowym jedzeniu podczas prowadzenia aktywnego stylu życia. I tak też trafiłam na genialną, po prostu GENIALNĄ książkę Anity Bean „Żywienie w sporcie”. Cudownie napisany poradnik o tym, jak jeść i przede wszystkim co przed, podczas i po treningu. Dodatkowym urozmaiceniem jest ogromny opis poszczególnych zachowań naszego organizmu, dla każdej grupy wiekowej, nawet przepisy a także zapotrzebowanie na poszczególne składniki. Serdecznie polecam każdemu!

Przeszłam przez mnóstwo książek, poradników, stron internetowych. Nadal poszukuję swojego "stylu" w jedzeniu. Często się potykam o coś słodkiego, jednakże staram się jeść zdrowo. Nie wszystko naraz, małymi kroczkami do celu. Nie od razu Rzym zbudowano. 

Ostatnia aktualizacja:  24.11.14r.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz